ZAPOMNIANE BURANY

Kosmiczne marzenia

Kto z nas nie marzył w młodości, żeby zostać strażakiem, policjantem albo lekarzem? Ja chyba marzyłem o byciu kosmonautą, skoro już w wieku ośmiu lat, wspólnie z Gagarinem, podbijałem wszechświat w Muzeum Kosmonautyki w Moskwie. Kilka lat później, już jako stały czytelnik magazynu popularnonaukowego „Delta”, z zapartym tchem śledziłem przemierzającą nieboskłon kometę Halleya przez własnoręcznie zbudowany teleskop. Niestety, nikt nie stanie się kosmonautą tylko dlatego, że marzy o międzygwiezdnych podróżach lub interesuje się astronomią. Ja również. Wszystkie młodzieńcze wspomnienia odżyły jednak, gdy zauważyłem w Internecie niezwykłe, nigdy wcześniej niepublikowane zdjęcia opuszczonych wahadłowców Buran. 

Niemożliwe, żeby były prawdziwe

Pierwsze, co przyszło mi wtedy na myśl, to czy jest możliwe, aby unikatowe oraz cenne historycznie i finansowo orbitery, powód ogromnej dumy wszystkich uczestników programu radzieckich wahadłowców Buran – od naukowców i konstruktorów po przyszłych kosmonautów – stały opuszczone w hangarze gdzieś na środku kazachskiego stepu? Dlaczego zamiast pozwolić im błyszczeć w muzeum, by dawały świadectwo radzieckiej myśli kosmicznej, skazano je na powolną śmierć oraz łaskę oraz niełaskę złodziei i wandali? 

Aby odpowiedzieć na te pytania, trzeba wrócić do początku powstania tych fascynujących maszyn. 

Zapomniana historia Buranów

Wahadłowiec Buran zaczęto konstruować bez jasno zdefiniowanego celu.  W zasadzie tworzono go jedynie w odpowiedzi na amerykański prom kosmiczny (Space Shuttle), którego militarny potencjał stanowił źródło obaw Związku Radzieckiego. Podejrzewano, że może zejść z orbity i zrzucić ładunki atomowe na najważniejsze miasta ZSRR w ciągu niecałych 4 minut, a zatem dużo szybciej, niż było to możliwe za pomocą pocisków balistycznych wystrzelonych z łodzi podwodnej (10 min). Druga obawa wiązała się z potencjalnym umieszczeniem przez amerykański wahadłowiec na orbicie broni laserowej, która zniszczyłaby pociski wroga z odległości kilku tysięcy kilometrów. 

Radzieccy przywódcy, z Breżniewem na czele, by zapobiec militarnym zastosowaniom amerykańskiego wahadłowca, który traktowano włącznie jako jeszcze jeden produkt wyścigu zbrojeń ZSRR i USA, zdecydowali się zbudować pojazd o podobnych parametrach. Nie wiedząc, o jakie dokładnie zagrożenie chodzi, nie mieli innego wyjścia, niż trzymać się ściśle amerykańskiego projektu. W ten sposób zyskiwali pewność, że zareagują adekwatnie do każdej misji przeprowadzanej przez Space Shuttle.   

 

Space Shuttle vs. Buran

Skopiowanie wielu rozwiązań ze Space Shuttle pozwoliło Rosjanom wykorzystać doświadczenie Amerykanów i oszczędzić czas oraz fundusze na badania i rozwój. Musieli jednak sami rozwinąć i przetestować technologię, materiały oraz całą infrastrukturę, i aby to zrobić, często podążali własną, unikalną ścieżką. Amerykańska wersja wahadłowca składała się z orbitera wyposażonego w trzy potężne silniki oraz przymocowanego do niego zewnętrznego zbiornika paliwa. W radzieckiej wersji główną jednostkę napędową przeniesiono na rakietę nośną Energia, dzięki czemu mogła być również wykorzystywana do innych misji. Buran również – co stanowiło istotną różnicę – mógł odbywać całkowicie automatyczne, bezzałogowe loty kosmiczne oraz zapewniał większe bezpieczeństwo poprzez katapultowanie foteli załogi. W efekcie w wielu aspektach rosyjskie rozwiązania okazywały się lepsze lub bardziej uniwersalne.  

W ramach programu Buran zbudowano lub rozpoczęto budowę kilkunastu wahadłowców i modeli testowych. Jeden z nich, po 12 latach od oficjalnego rozpoczęcia programu, wykonał swój pierwszy lot w kosmos (15 listopada 1988 r.). Planowano również kolejne, coraz bardziej złożone, załogowe loty na orbitę. Jednak nadchodzący koniec zimnej wojny oraz upadek ZSRR spowodowały, że w 1993 r. decyzją prezydenta Borysa Jelcyna program oficjalnie zakończono. Wkrótce zaczęto również sprzedawać lub złomować niepotrzebne urządzenia albo wykorzystywać je w innych kosmicznych projektach. Kilka modeli testowych Buranów trafiło do muzeów, a te zdolne wzbić się na orbitę pozostawiono na Bajkonurze. Niestety, los nie był łaskawy dla pierwszego i jedynego orbitera, któremu udało się polecieć w kosmos. W 2002 roku, z powodu słabej konserwacji zawalił się dach budynku MIK (pol. Kompleks Testowo-Montażowy), w wyniku czego wahadłowiec uległ zniszczeniu, a śmierć poniosło ośmiu pracowników. Pozostałe dwa orbitery nie miały więcej szczęścia. Od blisko trzech dekad są systematycznie okradane z najcenniejszych elementów, które trafiają do kolekcjonerów z całego świata. To zdjęcia właśnie tych orbiterów wzbudziły moje zainteresowanie. 

Wyposażenie różnych modeli Buranów sprzedawane jest na eBayu kolekcjonerom kosmicznych pamiątek z całego świata

Moje rozmowy z pracownikami rosyjskiej agencji kosmicznej oraz samego kosmodromu o powodach takiego stanu rzeczy oraz niemożności legalnego odwiedzenia wahadłowców nie przyniosły jasnej i przekonującej odpowiedzi na dręczące mnie pytania. Dlatego postanowiłem dostać się do Bajkonuru na własną rękę i sprawdzić aktualny stan orbiterów. Zrobić im zdjęcia i ponownie przypomnieć światu o ich istnieniu. Może ktoś się zainteresuje i pomoże je ocalić? 

Kosmodrom legenda

Znajdujący się w Kazachstanie kosmodrom Bajkonur jest najstarszym (1955) i największym portem kosmicznym na świecie (6 tys. km2). Po rozpadzie ZSRR został za 115 mln dolarów rocznie wydzierżawiony Rosji i znajduje się obecnie pod jej jurysdykcją. To stąd wystrzelono pierwszy międzykontynentalny pocisk balistyczny (R-7, 1957), pierwszego sztucznego satelitę (Sputnik 1, 1957), pierwszą sondę kosmiczną (Łuna 1, 1959). To stąd odbył się pierwszy załogowy lot w kosmos (Jurij Gagarin, 1961), pierwszy lot kobiety w kosmos (Walentina Tiereszkowa, 1963) oraz lot polskiego kosmonauty (Mirosław Hermaszewski, 1978).  Wreszcie to z kosmodromu Bajkonur wyniesiono moduł bazowy stacji komicznej Mir (1986) i pierwszy moduł Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (1998). I jakżeby inaczej, tutaj odbył się pierwszy i jedyny start rakiety Energia, która wyniosła w przestrzeń kosmiczną wahadłowiec Buran (1988). 

Kosmodrom Bajkonur nadal pozostaje czynną i najważniejszą bazą rosyjskich operacji kosmicznych z licznymi misjami komercyjnymi, wojskowymi oraz naukowymi. Z chwilą odejścia na emeryturę amerykańskiego programu promów kosmicznych stał się również jedynym miejscem, z którego startują załogowe misje na Międzynarodową Stację Kosmiczną, używające do tego celu rosyjskich statków kosmicznych. 

Ryzykowna misja

Dotarcie do Buranów znajdujących się w samym centrum czynnego i pilnie strzeżonego kosmodromu, otoczonego tysiącami kilometrów kwadratowych kazachskiego stepu jest bardzo ryzykowne i niebezpieczne. Tuż obok, zaledwie kilometr od hangarów, odbywają się starty załogowych rakiet lecących na Międzynarodową Stację Kosmiczną. Burany, stanowiące część unikalnego dziedzictwa radzieckiej kosmonautyki, oraz wiążąca się z nimi historia warte są jednak podjęcia tego ryzyka.  

Jedynym sposobem, aby dostać się do opuszczonego hangaru, jest piesze pokonanie blisko 40 kilometrów przez suchy i piaszczysty step, bo tyle w prostej linii dzieli go do najbliższej publicznej drogi. A potem trzeba jeszcze wrócić.  Wszystko to wymaga skrupulatnego przygotowania, sprzętu i odpowiedniej logistyki, przemyślenia wszelkich możliwych scenariuszy oraz zaangażowania do pomocy kilku lokalnych osób, dzięki którym wyprawa stanie się znacznie bezpieczniejsza.  

Droga do wahadłowca zajmuje dwie noce, z dzienną przerwą na sen i odpoczynek w jednej z wielu opuszczonych budowli na terenie kosmodromu. Poruszam się wyłącznie nocą, z dala od dróg, punktów kontrolnych i czynnych obiektów. Tylko w ten sposób mogę pozostać niezauważony przez policyjne patrole, strażników i pracowników Bajkonuru. Najgorsze są jednak psy, które pomimo całkowitej ciemności potrafią z daleka wyczuć obecność człowieka i zaalarmować strażników. 

Jeden z 18 silosów znajdujących się na terytorium Bajkonuru, w którym znajdowały się wyrzutnie międzykontynentalnych pocisków dalekiego zasięgu typu FOBS. W 1983 roku, w związku z postanowieniami traktatu SALT II, który zakazywał użycia tego rodzaju broni, pociski orbitalne zostały wycofane ze służby, a silosy zniszczone.

Budynek MZK (pol. Kompleks Montażowo-Tankujący), w którym stoją opuszczone wahadłowce

Hangar SDI (pol. Stanowisko Dynamiczno-Testowe), w którym stoi rakieta Energia-M

Gdy po prawie dwóch dniach docieram na miejsce i wchodzę do opuszczonego hangaru, ogromny wysiłek i ryzyko zostają wynagrodzone wyłaniającym się w blasku latarki niesamowitym widokiem wahadłowców.  Widziałem już naprawdę wiele, ale czegoś tak wyjątkowego nigdy. Przez chwilę stoję jak zahipnotyzowany, wpatrując się w ogromny orbiter. Dopiero z bliska mogę ocenić jego rzeczywisty rozmiar. Jest gigantyczny. 

Dzięki latarce bardzo dużej mocy można rozświetlić ogromny wahadłowiec

Drugi wahadłowiec na końcu opuszczonego hangaru

Zapomniane Burany

Dopiero za dnia mogę zobaczyć hangar i oba wahadłowce w pełnej okazałości oraz docenić ogrom i złożoność całego przedsięwzięcia. Hangar MZK, w którym się znajduję, został specjalnie skonstruowany do tankowania systemów napędowych i zasilających niebezpiecznymi i łatwo wybuchowymi mieszankami gazowymi i płynnymi. Tutaj również instalowano urządzenia pirotechniczne oraz ładunki w luku ładunkowym wahadłowca. Próbuję sobie wyobrazić, jak to miejsce wyglądałoby trzy dekady temu, pełne świateł i odgłosów pracujących maszyn i urządzeń oraz techników w skupieniu przygotowujących wahadłowiec do startu w kosmos. 

Wahadłowiec OK-MT (z przodu) i OK-1K2 (z tyłu)

W hangarze MZK napełniano zbiorniki Burana, tj. silnik, system orbitalnych silników manewrowych  oraz ogniwa paliwowe. Po tankowaniu i zamontowaniu ładunku w luku ładunkowym zestaw Buran-Energia był gotowy do przeniesienia na platformę startową.

Ogromne, 70-metrowe, rozsuwane drzwi hangaru MZK

Z rosyjskojęzycznej literatury poświęconej programowi Buran dowiedziałem się, że znajdujący się na przodzie hangaru wahadłowiec jest makietą inżynieryjną. Można to również rozpoznać po braku silników umożliwiających manewrowanie na orbicie. Wahadłowiec o roboczej nazwie OK-MT służył do testów statycznych, m.in. opracowania dokumentacji technicznej, sposobu ewakuacji załogi oraz załadowania cieczy i gazów, a po przetransportowaniu do Bajkonuru używano go do testów działania systemów połączeń z rakietą Energia. Początkowo miał jednak zostać użyty do lotu testowego i spalony w atmosferze podczas schodzenia z orbity. 

Orbiter OK-MT nie był budowany z myślą o locie w kosmos, dlatego nie zamontowano w nim orbitalnych silników manewrowych

Orbiter OK-MT

Kabina operatora suwnicy z orbiterem OK-MT w oddali

Z powodu wyższego stopnia automatyki Buran miał znacznie mniej systemów kontrolnych i monitorów w kokpicie niż Space Shuttle

Tuż za pierwszym wahadłowcem stoi jednak prawdziwy orbiter, a nie żadna makieta! OK-1K2 to drugi wahadłowiec, który miał się wznieść w kosmos (po OK-1K1 Buran, który z powodzeniem zrobił to w 1988 r.). Zadaniem OK-1K2 miało być przetestowanie dokowania do stacji kosmicznej Mir i statku Soyuz oraz transfer załogi pomiędzy statkami. W momencie zamknięcia programu w 1993 r. wahadłowiec ukończony był w 95%, chociaż gdy patrzę na rozgrabione przez złodziei wnętrze, wcale tego nie widzę. 

Orbiter OK-1K2

Właz orbitera OK-1K2. Na zdjęciu widać również boczne orbitalne silniki manewrowe oraz czarne płytki pokrywające dziób wahadłowca, mające chronić go podczas wchodzenia w atmosferę.

Środkowy pokład wahadłowca OK-1K2. Po prawej stronie widać właz, po lewej stronie wejście do luku ładunkowego, na górze po drabinie wejście do kabiny pilota.

Rozkradziona z większości urządzeń kabina pilota

Przedział ładunkowy ze znajdującym się na jego przodzie modułem dokującym. Sferyczna sekcja miała dwa dwustronne włazy: jeden łączący z modułem załogi, a drugi z przedziałem ładunkowym służącym do spacerów kosmicznych. Na górze modułu znajdował się wysuwany tunel przewidziany do dokowania do stacji kosmicznej Mir lub statkiem Soyuz.

Hangar MZK ma 150 metrów długości, 80 metrów szerokości oraz 70 metrów wysokości. Zbudowano go na metalowej konstrukcji zaprojektowanej tak, aby wytrzymała ewentualną eksplozję podczas niebezpiecznych operacji tankowania.

Pomieszczenie, skąd sterowano procesami napełniania zbiorników Burana

Pracownia techniczna

Następnego dnia odwiedzam oddalony o kilkaset metrów drugi opuszczony hangar, w którym znajduje się stanowisko do testowania dynamicznego rakiety Energia. W wysokim na ponad 100 metrów budynku generowano i monitorowano wibracje i rezonanse podobne do tych, które rakieta mogłaby doświadczyć podczas początkowej fazy lotu. 

Kompleks programu Buran. Hangar MZK (po prawej), SDI (po lewej) oraz kompleks startowy (w oddali po lewej)

Kompleks startowy Burana został pierwotnie skonstruowany dla radzieckiego programu załogowych lotów na Księżyc. Przeprowadzono z niego cztery starty rakiet N1 (wszystkie nieudane – jeden spowodował jedną z największych eksplozji nienuklearnych na świecie). Z tego miejsca 15 listopada 1988 r. odbył się pierwszy i ostatni start wahadłowca Buran.

Wnętrze hangaru skrywa drugą połowę historii radzieckiego programu Buran – prototyp rakiety Energia-M. Jest ona młodszą, pomniejszoną wersją rakiety Energia, która różni się od niej przede wszystkim mniejszą ładownością oraz posiadaniem dwóch dopalaczy zamiast czterech. Oryginalna Energia, przedmiot dumy radzieckich konstruktorów, była w stanie wynieść na orbitę ponad 100 ton – ważącego 70 ton Burana oraz jego 30-tonowy ładunek. Jakie to było wtedy wielkie osiągnięcie technologiczne, niech posłuży przykład największej obecnie rakiety firmy SpaceX. Elon Musk chwali się, że jego Falcon Heavy „jest najpotężniejszą działającą rakietą na świecie razy dwa, zdolną do wniesienia na orbitę prawie 64-tonowy ładunek”. 

Hangar SDI wraz z 1000-tonową rakietą Energia-M, która mogła wnieść na orbitę do 34 ton ładunku (o 10 ton więcej niż Space Shuttle)

W hangarze znajduje się prototyp rakiety Energia-M, różniącej się od zwykłej Energii mniejszymi rozmiarami oraz dwoma dopalaczami zamiast czterech

Jeden z kilkunastu poziomów hangaru SDI

Pomimo zamknięcia programu Buran wiele rozwiązań technologicznych rakiety Energia wciąż wykorzystuje się m.in. w rakietach Zenit czy projekcie Sea Launch

Hangar SDI ma ponad 100 metrów wysokości

Ciekawe, ile jeszcze takich tajemnic skrywa Bajkonur? Niestety, kręcące się wszędzie patrole policji oraz wyczerpane zapasy wody nie pozwalają mi odkryć ich przed powrotem. Wyprawa kończy się odwodnieniem.

Wszystko na marne?

Po katastrofie wahadłowca Columbia (2003), a szczególnie po zamknięciu programu amerykańskich wahadłowców (2011) niektórzy amerykańcy i rosyjscy naukowcy zaczęli zastanawiać się nad wskrzeszeniem programu Buran, by nie wydawać pieniędzy na zupełnie nowy statek. Plany te nie doszły jednak do skutku. Niestety, do dzisiaj orbitery oraz urządzenia pomocnicze popadły w taką ruinę, że wskrzeszenie programu jest już niemożliwe. Wahadłowce z pewnością nigdy już nie polecą w kosmos. Może jednak w jakiś sposób uda się je ocalić przed tragicznym losem, jaki spotkał ich poprzednika? 

 

*** 

Do czasu publikacji niniejszego reportażu odwiedziłem Bajkonur oraz opuszczone Burany trzykrotnie.

Przy pisaniu reportażu korzystałem z książek:  

Ю.П. Семенов,  Многоразовый орбитальный корабль БУРАН (1995), 

Г.Е. Лозино-Лозинский, А.Г. Братухин, Авиационно-космические системы (1997) 

Hendrickx, B. Vis, Energiya-BuranThe Soviet Space Shuttle (2007).

 

Skomentowano 10 razy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *