TAJEMNICE ATOMOWEJ GROZY

Zimna wojna to umowna nazwa okresu rywalizacji między dwoma blokami polityczno-militarnymi, na których czele stały USA i ZSRR. Rywalizacji przede wszystkim ideologicznej i gospodarczej, spotęgowanej wyścigiem zbrojeń konwencjonalnych i nuklearnych. Życie w tamtym czasie toczyło się w cieniu atomowego parasola: w szkołach i zakładach pracy uczono, jak ochronić się przed działaniem broni masowego rażenia, a pod nimi budowano schrony przeciwbombowe i przeciwatomowe. Najwięcej powstało ich w miastach będących strategicznymi węzłami komunikacyjnymi i centrami produkcji wojskowej. Największe schrony wyposażono w generatory prądotwórcze, system łączności, instalację filtrowentylacyjną, środki ochrony, leki, żywność oraz wodę i mogły pomieścić kilka tysięcy osób. W pierwszej kolejności zarezerwowane były dla pracowników agencji rządowych oraz strategicznie ważnych przedsiębiorstw gazowych, naftowych i jądrowych, aby mogli kontynuować pracę w warunkach wojennych. Natomiast zwykli mieszkańcy mogli schronić się w budynkach podwójnego zastosowania, takich jak piwnice, tunele, parkingi podziemne i stacje metra. Przez ponad 30 lat mocarstwa trzymały się we wzajemnym szachu jądrowym, chociaż ostatecznie uniknęły bezpośredniej konfrontacji militarnej. Gdy w 1991 r. zimnowojenny wyścig przerwał rozpad ZSRR, schrony stały się niepotrzebne. W niektórych otwarto muzea albo uległy przekształceniu w magazyny, restauracje i siłownie. O większości jednak po prostu zapomniano i wciąż skrywają pamiątki po tej epoce globalnego konfliktu. Zwłaszcza na Ukrainie co jakiś czas słyszy się o odkryciu takich zapomnianych budowli.

Ich istnienie podziałało na moją wyobraźnię i zachęciło do poszukiwań.

Do tego celu niezwykle pomocne są stare mapy, plany schronów, filmy oraz inne rosyjsko- albo ukraińskojęzyczne dokumenty i to one pozwoliły mi znacznie ograniczyć liczbę potencjalnych lokalizacji. Przydają się również stosunkowo nowe rozwiązania technologiczne, takie jak Google Maps i Street View, dzięki którym pierwszy etap poszukiwań przeprowadzam, nie ruszając się sprzed domowego komputera. Po kilku tygodniach wpatrywania się w ekran monitora, porównywania kształtów setek budowli i rozmieszczeń wejść oraz położenia obiektów topograficznych, takich jak drogi, tory i jeziora, następuje pierwszy przełom. Okazuje się, że kształt jednego z budynków jest bardzo podobny do planu podziemnego schronu. Zgadza się również rozkład wejść i inne topograficzne elementy. To może być tam! Kilka kolejnych tygodni dalszych poszukiwań skutkuje wytypowaniem jeszcze dwóch potencjalnych miejsc.

Pierwsza lokalizacja okazuje się chybiona. Nie znajduję żadnych wejść ani wystających spod powierzchni szybów wentylacyjnych, które zdradzałyby istnienie podziemnych budowli. Po kilku godzinach bezowocnych poszukiwań odpuszczam. Zlokalizowanie podziemnego schronu w rzeczywistości jest dużo trudniejsze niż jego poszukiwania przed komputerem. Z drugim schronem mam więcej szczęścia. Udaje mi się potwierdzić jego obecność, ale wszystkie wejścia są zamknięte i zaspawane. Dostanie się do środka jest niemożliwe, przynajmniej bez odpowiednich narzędzi, a przede wszystkim pozwoleń. Nie tym razem. Ostatni schron powinien znajdować się na terenie starego, ale wciąż działającego zakładu produkującego maszyny i urządzenia na potrzeby przemysłu energetycznego, metalurgicznego, chemicznego, węglowego i naftowego. Gdy podchodzę pod główną bramę, rzuca mi się w oczy stary, nieremontowany od lat budynek oraz wielki szyld z numerem telefonu i napisem Do wynajęcia. Od razu nasuwają mi skojarzenia z Polską, gdzie w czasie transformacji ustrojowej i liberalizacji gospodarki wiele zakładów nie było w stanie dostosować się do nowych warunków gospodarczych i zbankrutowało.

Bez żadnych przeszkód wchodzę do środka. Powstała niemal przed wiekiem fabryka ma już dawno za sobą czasy świetności. Zaniedbane budynki straszą popękanymi murami, odpadającym tynkiem i powybijanymi szybami. Tylko w jednej spośród kilku ogromnych, zbudowanych jeszcze z palonej cegły hal nadal prowadzona jest działalność. Kilka mniejszych sprzedano lub wynajęto prywatnym firmom, które zaadaptowały je na warsztaty, magazyny i hurtownie. W pozostałych budynkach trwają prace rozbiórkowe lub remontowe. Wokół nich leżą sterty gruzu, starych elementów konstrukcyjnych i nikomu niepotrzebnego wyposażenia. Po terenie kompleksu kręci się mnóstwo osób: pracowników fabryki, firm budowlanych i klientów pobliskich przedsiębiorstw, więc nikt nie zwraca na mnie uwagi. Najpierw skrupulatnie sprawdzam teren wokół wszystkich budynków i szukam wystających spod powierzchni ziemi kominów wentylacyjnych albo innych charakterystycznych elementów, które wskazywałyby na istnienie podziemnego schronu. Późnym popołudniem, gdy nic ciekawego nie znajduję, postanawiam odpuścić. Na dzisiaj wystarczy.

Następnego dnia planuję przyjrzeć się budynkom. Po kilku godzinach dalszych poszukiwań wreszcie odnoszę sukces: znajduję wejście do bunkra w piwnicy jednego z nich. Chronią go masywne, hermetyczne drzwi, które zabezpieczają wnętrze przed dostaniem się promieniowania i gazów bojowych. Od razu po ich uchyleniu uderza we mnie stęchłe, wilgotne powietrze. Już pierwsze pomieszczenie nie pozostawia wątpliwości, gdzie się znajduję. Na ścianie wisi wielka, stara tablica z groźnie wyglądającym atomowym grzybem oraz tabelami pozwalającymi oszacować wpływ promieniowania i fali uderzeniowej na stabilność eksploatacyjną budynków. Po drugiej stronie pokoju zauważam kilka drewnianych skrzyń. Otwieram jedną z nich. Leżą w niej dziesiątki nowych, zapakowanych jeszcze w szary papier masek przeciwgazowych GP-5. Podekscytowany znaleziskiem delikatnie wyjmuję jedną, aby lepiej się jej przyjrzeć. Często w takich momentach zachowuję się jak dziecko, które widząc nową zabawkę, koniecznie musi ją dotknąć. Maski wyglądają dobrze, choć okres ich przydatności dawno minął, więc nie nadają się już do użytku. W kilku kolejnych pomieszczeniach zastaję równo porozstawiane ławki i krzesła oraz tablice informujące, jak uchronić się przed atomowym wybuchem, udzielać pierwszej pomocy lub prawidłowo założyć strój ochronny. Prawdopodobnie znajdowały się tu sale szkoleniowe, w których w czasie pokoju organizowano lekcje obrony cywilnej. Za nimi, w centralnej części schronu, natrafiam na pokój naczelnika obiektu. Moją uwagę przykuwa stary, pożółkły komputer. Odruchowo naciskam przycisk zasilania, jakbym liczył, że za chwilę usłyszę szum pracującego wentylatora, a na ekranie pojawią się niezrozumiałe komunikaty. Ciekawe, czy po tylu latach zapisane na dysku twardym informacje dałyby się jeszcze odzyskać?

W następnym pomieszczeniu stoją metalowe szafy z różnymi urządzeniami telekomunikacyjnymi. Wśród nich wyróżnia się stara centrala telefoniczna z okrągłym cyferblatem oraz dziesiątkami otworów, kabli i przełączników służących do ręcznego łączenia rozmów. Jednak najciekawsze rzeczy czekają na mnie w dwóch magazynach położonych w bocznej części kompleksu. W pierwszym znajduję setki książek, broszur i plakatów, a w drugim bardzo popularne w tamtych czasach dozymetry wojskowe DP-5. Większość z nich zapakowana jest w skóropodobne futerały, a następnie – wraz z sondami i innymi elementami wyposażenia – w oryginalne, drewniane skrzynki. Urządzenia zdolne są do pomiaru bardzo wysokiego promieniowania, do 200 R/h, panującego w czasie wojny jądrowej lub awarii radiacyjnej, dlatego nie dziwi mnie, że powszechnie używano ich podczas usuwania skutków czarnobylskiej katastrofy. Ale to nie wszystko. Tuż obok na półkach stoi jeszcze kilkanaście fabrycznie nowych zestawów dozymetrów DP-24 i DP-22. W każdym plastikowym pudełku umieszczono po 5 lub 50 dozymetrów osobistych. Nie mogę uwierzyć, że po tylu latach wciąż się tu znajdują, w dodatku w doskonałym stanie. Kilka z nich leży rozpakowanych na podłodze, znak, że chyba ktoś tu był przede mną.

Na samym końcu schronu trafiam na dwa niewielkie pomieszczenia. W pierwszym znajduję akumulatory, które zapewniały zasilanie w schronie, w drugim instalację filtrowentylacyjną, mającą chronić przed przedostaniem się do wnętrza substancji chemicznych, biologicznych i promieniotwórczych. Zaciekawia mnie przymocowana do wentylatora metalowa korba, dzięki której w przypadku awarii zasilania można było ręcznie wprawić w ruch całą instalację. Kręcenie nią nie wywołuje jednak żadnego efektu. Kierując się powoli w stronę wyjścia, natrafiam jeszcze na magazyn ze środkami ochrony osobistej: maskami, noszami, temblakami i innymi przedmiotami przydatnymi w sytuacji kryzysowej. Zwracam uwagę na stojące w rogu drewniane szafki z uchylonymi szufladami, w których leżą setki małych, plastikowych fiolek z najróżniejszym pigułkami. W zależności od koloru fiolki zawierają leki przeciwpromienne, przeciwbakteryjne lub przeciwbólowe, będące standardowym wyposażeniem indywidualnych apteczek medycznych używanych podczas wojny. Wśród nich są nawet ampułkostrzykawki z promedolem, silnym opioidowym środkiem przeciwbólowym, oraz pastylki z jodkiem potasu, który chroni tarczycę przed wchłanianiem radioaktywnego izotopu jodu.

Opuszczając schron, po raz kolejny stwierdzam, że bardzo lubię odkrywać takie miejsca i poznawać wiążące się z nimi historie. Wyobraźnia pozwala mi przenieść się do tamtych czasów i poczuć emocje towarzyszące osobom szukającym schronienia przed śmiertelnym zagrożeniem. Żadna lekcja historii, przeczytana książka czy oglądnięty film nie pozwolą znaleźć się tak blisko tamtych wydarzeń.

***

Jeszcze do niedawna nikt nie przypuszczał, że schrony kiedykolwiek będą jeszcze potrzebne. Jednak aktywność wojsk rosyjskich na granicy z Ukrainą i aneksja Krymu znów wzbudziły lęki mieszkańców i spowodowały, że zaczęto myśleć o ich potencjalnym wykorzystaniu na wypadek rosyjskiej agresji na pełną skalę. Kto wie, może i ten schron wkrótce czeka przemiana…

***

Krótkie video ze schronu

Skomentowano 3 razy

  1. Ciekawy artykuł. dobre fotki…tylko końcowa refleksja nie napawa optymizmem. Mimo wszystko oby przyszły rok był gorszy od następnego ale zdecydowanie lepszy od poprzedniego.

  2. Dziękuję za interesującą pracę i życzę więcej takich odkryć i eksploracji. Pytanie, jaka latarka była użyta w trakcie tej eksploracji ?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *